Hejt kulturalny,  Polecane

Dizajnuch – blog, który czytałem na siłę.

Moja przygoda z blogiem Dizajnuch rozpoczęła się od tego, że nie potrafiłem w nocy zasnąć. I zamiast marnować czas oraz energię na bezcelowe przewracanie się z boku na bok, zabrałem się za przeglądanie Disqusa, celem odnalezienia kolejnego bloga do poczytania.

Dizajnuch, wszystko czy jednak nic?

Blog powala swoją skalą, liczba tematów, jakie prezentuje, jest przerażającaprzytłaczająca… przeogromna… Tak, przeogromna – to odpowiednie pojęcie. Od przepisu na chleb, przez życie seksualne świstaków, po schemat bomby termojądrowej (z lekkim przymrużeniem oka). Jak jednak wiadomo, gdy coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, zgodnie z myślą ze starego porzekadła. Ja się z nią zgadzam. Zgadzam zazwyczaj, bo w odniesieniu do tekstów (nie pana) Jacka, nie sprawdziło się. Za to uwierzytelniło się inne, mówiące, że wyjątek potwierdza regułę. Trochę to zagmatwałem, wiec może wyjaśnię, do czego zmierzam.

To w ogóle jest ciekawe, bo czasami takie mieszkania się sprzedają tak jakby nie do końca, bo tenże znajomy sobie chatkę rezerwuje za np. 10% jej war­to­ści, cze­ka sobie jak ten gepard Che­ster na gałę­zi, aż podej­dzie nicze­go nie­świa­do­ma ofia­ra, któ­ra miesz­kań nie­wiel­kich szu­ka, ale już nie może znaleźć i wte­dy spa­da na nią z tej gałę­zi z pro­po­zy­cją odstęp­ne­go np. w wyso­ko­ści 50K.

Pierwszych kilka wpisów przeczytałem dosłownie na siłę, zmuszałem się wręcz, do czytania. Używany przez Jacka język męczył, rozwlekle złożone sformułowania irytowały… Masakra absolutna. Jednak, skoro postanowiłem wypowiedzieć się na temat Dizajnucha, to musiałem przeczytać więcej, niż, trzy czy cztery wpisy. Tak dotarłem do postów z października zeszłego roku i będę czytał dalej. Bo przyznaje, dałem się przekonać.

Autor to inteligentny facet, który potrafi pisać, może czasem powinien zastopować, to nadmierne wierszoklectwo, dając czytelnikowi nieco szybciej dotrzeć do sedna sprawy (bądź dla niecierpliwych, publikować opracowania swoich wpisów). Pewnym jest jednak, że nie powinien odstępować od kontynuacji bloga. Bo w tym szaleństwie jest metoda: swoją ekspresją wypowiedzi, stylem, jaki przedstawia, językiem, który pobudza szare komórki (choć ja wole, prostą, pospolitą mowę) wnosi do polskiej blogosfery wiele świeżości i kolorytu. Z całą pewnością zostanę z nim na dłużej, a blog trafi na listę hejtera. Oraz przyznam to otwarcie, że może spodziewać się nominacyjnej wiadomości.

Podsumowując: Dizajnuch to inteligentny humor, podany w niesztampowy sposób.

7 komentarzy

  • Jacek eM: dizajnuch

    No i widzisz, w zupełności się z Tobą zgadzam – czasami zdania tak mi się rozbudują, że sam się w nich gubię i nie wiem, jak z nich wyjść. Pisanie to u mnie strumień świadomości, nie potrafię planować iluśtam wpisów naprzód, które potem wygładzam i dopieszczam przed publikacją. Jak sam napisałeś – albo się przekonasz do takiego pisania, albo nie 🙂

    Mam też ostatnimi czasy jakiś lekki rozbrat z blogiem, sam nie wiem dlaczego, ale uświadomiłeś mi, że widać to po tekstach. Światełkiem w tunelu jest to, że kiedy mi już przejdzie, to siądę do starszych, opublikowanych już wpisów i zrobię im lifting, jak to już wiele razy wcześniej robiłem. Głupie to w sumie, że podrasowuję wpisy, które już długo wiszą na blogu i przez swoją konstrukcję mogły kogoś zniechęcić, zamiast pucować najnowsze posty, ale kto powiedział, że ja jestem mądry? 😉

    PS. Cały komentarz jest o mnie, co może jest mało eleganckie, ale że i wpis o mnie jest, to sobie pozwoliłem 😀

    • Dżon Dell

      Gdy nie umiem wyjść z jakiegoś zdania, używam klawisza backspace. Potem piszę od nowa 😋 Nie picuj starych wpisów, czytelnik lubi obserwować progres autora, a przynajmniej ja tak mam.

      Ps. Udzielisz mi wywiadu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *