Blog hejter
KFW - Krótka Forma Wywiadowcza

Wywiad z Jackiem eM – dizajnuch mówi o sobie

Udało mi się namówić na rozmowę osobę bardzo nietuzinkową, człowieka, który jest nieusystematyzowanym podpatrywaczem, połknął Koontza i Kinga, a Sapkowskiego uwielbia. Zapraszam na rozmowę z Jackiem eM, twórcą bloga dizajnuch.pl

Rozmowa z Jackiem eM

Dżon Dell: Jak to możliwe, że człowiek posiadający umysł ścisły, został obdarzony takim darem pisania?

Jacek eM:Oesu, jaki cudowny ten przemycony komplement, dziękuję. Wiesz, mam wrażenie, że sam siebie oszukałem z tym moim umysłem ścisłym, albo bardzo mi się przestawiło po drodze (może od przeczytania ogromnych ilości książek?). A to wymaga niestety małego opowiadania (ja nie umiem w krótkie formy literackie).

W podstawówce byłem bardzo dobry z polskiego i z matmy. Sam nie wiem, z czego lepszy, ale ponieważ zaraziłem się komputerami, które wtedy dopiero raczkowały, to poszedłem w stronę matematyki (i potem informatyki), nie patrząc na kilka znaków od losu, które mówiły „weź się dziecko zastanów”.

Pierwszym z nich były olimpiady matematyczne, które nigdy mi nie szły tak, jak polonistyczne. Drugim słowa genialnej nauczycielki polskiego w liceum, która powiedziała mi, że z moją gadką powinienem iść na dziennikarstwo, nie na jakąś informatykę. Trzecim mały epizod, kiedy to zapomniałem napisać wypracowania i zostałem wyrwany do jego przeczytania, kiedy byłem mniej więcej w ¾ pośpiesznego pisania – pozostałą ¼ przeczytałem z pustego zeszytu (kolesie z ławki za mną prawie padli ze śmiechu, kiedy przewracałem puste kartki).

Jak to powiedział Adaś Miauczyński – „Co za ponury absurd, żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się idiotą”. Teraz może bym poszedł na to dziennikarstwo?

DD: Ja się cieszę, dokonałeś w życiu wyborów dzięki którym, mogę z Tobą dziś rozmawiać.

J.eM:Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo – pewnie jeszcze wiele wyborów przede mną i sam jestem ciekawy, dokąd mnie one zaprowadzą i kiedy powiem, że wystarczy, jest już dobrze, nie widzę sensu poprawiania jeszcze czegoś w życiu.

DD: Czy wtedy, życie nie zacznie być nudne, nazbyt przewidywalne?

J.eM:Chyba coraz bardziej jestem w wieku, w którym by mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało. Poza tym stabilizacja wcale nie musi oznaczać stagnacji i siedzenia w cieplutkich papuciach na bujanym fotelu.

DD: Trudno się z Tobą nie zgodzić. Spotkałem się z teorią, że na każde dwie godziny pisania, przypada cztery godziny czytania. Kto Ciebie inspiruje, jest ktoś taki, kogo namiętnie czytasz?

J.eM:A widzisz, to już wiem dlaczego ostatnio z pisaniem u mnie krucho – z braku czasu, mało czytam.

Z pisarzy łykam wszystko Koontza i Kinga, raczej w tej kolejności. Z polskich – Sapkowski, którego uwielbiam i mogę czytać po raz pińcetny. Potem jest długo, długo nic i dopiero cała reszta. Kiedyś czytałem więcej, trochę jak leci, teraz nie mam czasu na coś, czego nie lubię, albo co jest słabe, a powyższe nazwiska zawsze mi gwarantują, że będzie co najmniej dobrze.

Z blogerów Radek Teklak, od czasu streszczenia „Wiedźmina”, czyli od powstania pokładów węgla brunatnego. I choć ostatnio jakby widzę syndrom 40+ w jego pisaniu, to dalej mogę go czytać na okrągło. Blogów czytam dużo, wiele z nich jest świetnych, ale to Teklak miał wpływ na to, co i jak piszę blogując. I że w ogóle zacząłem, kiedyś tam w 2006r.

DD: Co się stało z twoimi wcześniejszymi projektami?

J.eM:Z powodów osobisto-życiowych zostały zaorane. Pisałem na interii, potem na bloxie i powiem Ci, że to był kawał dobrego pisania ze statystykami, o których teraz mogę pomarzyć. Próbowałem odzyskać wpisy z bloxa, ale że minęło ponad 7 lat, to nie zdziwiło mnie, że nikt nie trzyma backupów tak długo. Czasami żałuję straconych wpisów, ale nigdy dokonanego wyboru.

DD: Wiem już, że piszesz kawał czasu, a w jaki sposób rozwijasz swój warsztat twórczy?

J.eM:Ciężko mi uwierzyć, że jakikolwiek warsztat posiadam –  podpatruję lepszych ode mnie i staram się wyciągać wnioski, ale to wszystko jest nieusystematyzowane, chaotyczne i bardzo chałupnicze. Z kolei nie lubię, nie chodzę i nie korzystam z e-kursów czy warsztatów kreatywnego pisania i innych takich cudów – nie do końca wierzę, że kreatywność można pobudzić, jeśli się jej nie ma. Za to jestem przekonany, że można ją zarżnąć.

DD: Przyznać musisz, że posiadając nawet największe pokłady kreatywności, nic nie zdziałasz bez dobrego pomysłu. Twoje wpisy oparte są na bogatym doświadczeniu życiowym, czy zdążają się takie wyssane z palca? Skąd czerpiesz inspirację?

J.eM:Wyssane z palca, czyli takie, gdzie zupełnie mijam się z prawdą mi się nie zdarzają. Co innego takie, które bazują na pewnym zdarzeniu czy pomyśle, a potem dookoła nich buduję resztę, która już jest w mniejszym lub większym stopniu wariacją na temat. Czyli na blogu nie kłamię, ale absolutnie to, co czytasz, nie jest całą prawdą i tylko prawdą. Najczęściej jest prawdą po solidnym podrasowaniu.

Pomysły najczęściej czerpię z życia. To brzmi banalnie, ale tak jest. Babcia, która mnie opieprzyła za złe zaparkowanie, wizyta u lekarza, spotkanie z kumplami – wystarczy zwrócić uwagę na jeden szczegół i potem go rozbudować, albo stworzyć z niego oś, wokół której buduję się resztę. Czasami ktoś z bliskich znajomych albo z rodziny (która tak na marginesie jest co najwyżej neutralna w stosunku do mojego blogowania, ze wskazaniem na „nie popiera”) mówi mi, że „co ci się tam w tej głowie ulęgło”, to dla mnie to największy komplement.

Kreatywność w moim rozumieniu to nie tylko umiejętność wymyślania bytów nieistniejących, ale też ciekawego opowiedzenia historii o totalnie nieciekawych zdarzeniach – ot, chociażby o sraczce.

DD: W komentarzu pod hejtem, jaki wylałem na Twój blog, przyznałeś, że picujesz swoje starsze teksty. Po co to robisz? Czytelnik przecież docenia progres autora, czy jestem w błędzie?

J.eM:I jesteś, i nie jesteś – żeby ocenić progres, musiałbyś być ze mną od początku, aż do teraz. Dodatkowo musiałbyś się nie znudzić po drodze. A ciężko mi uwierzyć, że ktoś poświęci swój czas i poleci wszystko od początku, od deski do deski, do tego chronologicznie, a nie skacząc po wpisach z różnych okresów. Z blogiem chyba nie jest tak łatwo, jak z książkami, gdzie ten progres (lub regres) widać wyraźniej.

A po co to robię? Bo mi się coś w nich nie podoba, a jestem trochę perfekcjonistą, dla którego nigdy nie jest dość dobrze. Znaczy najczęściej ja dla siebie nie jestem dość dobry. No i jestem narcyzem, który lubi czytać sam siebie 🙂
I nie przesadzajmy z tym hejtem – krytyka to nie hejt, nie napisałeś, że moja stara jest głupia, a ja mam wszy na pępku.

DD: No właśnie. Przytrafiła Ci się taka sytuacja, że ktoś postanowił Tobie nawtykać, przy okazji obrażając bliskie Tobie osoby? Co w ogóle sądzisz o tym zjawisku?

J.eM:Nie, nie zdarzyło się. Jechanie po mnie i owszem (nawet napisałem o tym cudowny tekst „Oda do hejtera”, polecam przeczytać 😉 ), ale moim bliskim się upiekło. Gdyby ktoś próbował w taki sposób potraktować kogoś z mojej rodziny, to znalazłbym tę osobę i face to face o parę rzeczy popytał. Najchętniej w obecności mamusi.

Hejt jest dla mnie oznaką tchórzostwa, ogromnej niedojrzałości i wielkich kompleksów – ktoś schowany za anonimowym ekranikiem klepie w klawisze coś, czego w życiu nie miałby odwagi powiedzieć prosto w twarz. Zastanawiam się zawsze, co takim ludziom buzuje pod deklem, bo pewnie nic dobrego czy mądrego.

DD: Z całą pewnością nie. Też uważam to zjawisko za co najmniej popolupne (popierdolone ponad ludzkie pojęcie). Pozwól, że zmienię temat. Duża szwendomapa: w legendzie brakuje pinezki, gdzie warto się nap… napić. Naprawisz ten błąd?

J.eM:To nie błąd, to przyszłościowe myślenie. Moje dziecię skończyło właśnie 18 lat, niech sam poszuka, gdzie warto się sponiewierać, nie będę mu ułatwiać. Poza tym chyba już jestem za stary na włóczenie się po knajpach – wolę się napić na miejscówce, z której sam się doczołgam do jakiegoś leża, więc co ja mogę wiedzieć o zabi… piciu?

DD: Skoro poruszyłeś temat potomstwa. Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym, czy blog może być „firmą” rodzinną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie?

J.eM:Nigdy o tym nie myślałem, a na pewno nie świadomie, bo podświadomie namawiam co jakiś czas Starszego, żeby tworzył historyjki obrazkowe w stylu Cartoon Wars, bo ma chłopak ogromny talent plastyczny. Ale on konsekwentnie spuszcza swojego starego na drzewo, więc nie wiem, czy coś z tego wyjdzie. Ale jeśli się kiedykolwiek zdecyduje, to na pewno mu pomogę i będę kibicował. Chyba, że zostanie patosrtreamerem, to wtedy zdejmę pasa i przyrżnę w dupę.

~Uśmiecham się~

DD: Na zakończenie, zdradzisz czytelnikom i mi, swoje dizajnuchowe plany na przyszłość?

J.eM:Jak już pisałem wcześniej, kiepsko mi idzie planowanie w kwestii blogowania, ale cośtam mi się po głowie tuła. Chcę odpalić vloga, gdzie mam zamiar opowiadać o tym, jak sobie zaprojektować samemu kuchnię, a może inne wnętrza też. Do bólu merytorycznie i bez tego całego piedololo, że dizajn, że wnętrza, że ach i och. Kto wie, może nawet zacznę coś na tym (v)blogowaniu wreszcie zarabiać? 😉

DD: Tego Tobie życzę. Dziękuje za poświęcony mi czas.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *