Hejt kulturalny

Anna Dydzik – blogerka na którą mam alergię, ale ją doceniam.

Ci którzy czytali moje wcześniejsze wypowiedzi, wiedzą, a tych, którzy są tu pierwszy raz, informuje, że moją „ulubioną” częścią blogosfery, są blogi paretingowe, zwłaszcza te prowadzone przez #instamamy. Niechęć ta jest spowodowana właśnie, tym wyimaginowanym i przekoloryzowanym, pachnącym jaśminem i fiołkami światem z instagrama.

Jaki powinien być blog?

„Hejtowanie” Anny Dydzik, zacznę od wytłumaczenia, co cenie w blogach i ich autorach, a dopiero później, opowiem o tym, co myślę na temat bloga Nieperfekcyjna Mama.

Otóż bardzo lubię, gdy osoba pisząca bloga, przy pomocy swoich tekstów, stara się nienachalnie, ale uczciwie i rzetelnie nakierować mnie (czytelnika) na swój tor myślenia, bądź stara się przekazać coś, co może mieć istotny wpływ na moje życie lub osób, które kocham. Podoba mi się, gdy bloger nie narzuca mi swojej woli, jak Hitler czy Stalin, narodom które „wyzwoliły” ich armie, a jedynie podpowiada, czy sugeruje swój pogląd, pozostawiając mi prawo wyboru. Może moje porównanie jest zbyt dosadne, ale czasem, czytając czyjeś słowa, czuje się jak by autor bądź autorka, próbował/a ogłuszyć i skrępować mój zdrowy rozsądek.

Nieperfekcyjna mama to znaczy jaka?

Nieperfekcyjna mama to przykład blogerki, który odpowiada mi, jako czytelnikowi. Choć personalnie mam na nią uczulenie, to za sprawą mojej żony, przez którą każdy dzień zaczyna się od Anny i jej instastory (które na szczęście jest prawdziwe, bez nadętej sztuczności i fajerwerków, jak u wielu innych #instamamom). Autorka bloga, w staranny i rzeczowy sposób, publikowanymi treściami pomaga mamom (także mężom i ojcom, może nie do końca zdając sobie z tego faktu sprawę, bo nie są oni jej grupą docelową), brnącym w rodzicielstwo, które tylko na instagramie, jest bajkową podróżą ku zachodzącemu słońcu. W rzeczywistości jest trudną, krętą drogą, pełną wyrzeczeń i skomplikowanych wyborów.

Przeklnę teraz, za co przepraszam, ale tego wymaga sytuacja. Anna Dydzik się nie pierdoli, nie bawi się w konwenanse, pisząc swoje teksty, jest szczera i uczciwa, a przynajmniej ja tak ją odbieram. Nazywa sprawy po imieniu, jak coś jest brązowe i śmierdzi, to tak zostanie przez nią opisane. Opowiada także o popełnionych przez siebie błędach wychowawczych, dając tym samym swoim czytelnikom, przykład tego, czego należy unikać lub co mogą zrobić lepiej od niej samej. Przy okazji udowadniając, że jest tylko człowiekiem, jak każdy z nas. Choć nie znajduje się w bezpośredniej grupie docelowej bloga nieperfekcyjnamama.pl, z przyjemnością zaglądam do niego za nowymi tekstami.

Podsumowując: jeśli kiedyś będę miał ku temu okazję, to z radością uściśnie Annie Dydzik dłoń, chwaląc ją za dobrze wykonaną pracę.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *