Rock Daddy Fuck Up

Jak zacząć to z przytupem. Dlatego na pierwszy ogień wybrałem blog paretingowy, bo to łatwa ofiara, a przynajmniej taką z pozoru miała być. Zdążył się jednak fuck up, który pozytywnie zmienił mój światopogląd. Pytałem znajomych, jakie znają blogi paretingowe poza Blog Ojcem, najczęstszą odpowiedzią był Daddy Rock, jak mnie później uświadomiło Google, kawał dobrego grania, a nie żaden blog. To jednak nie zniechęciło mnie do dalszego szukania, wręcz przeciwnie, ten fuck up, odkrył przede mną coś nowego, fajnego, w rytm czego czytałem teksty na blogu Rock Daddy, bo udało mi się go odnaleźć. I musiałbym skłamać, chcąc powiedzieć, że musiałem się przy tym natrudzić.

Tutaj nie będę się zbytnio rozpisywać, bo to ponoć blog parentingowo – lifestylowy i nie można za dużo kontrowersyjnych rzeczy pisać.

Za to, u mnie można i napiszę. Przed rozpoczęciem czytania bloga rockowego taty, nie próbowałem zdobywać informacji o autorze, żeby się nie sugerować. Pewnie dlatego na początku, poczułem się zaskoczony faktem, że owo miejsce w sieci, ma dwoje autorów. Jednak po pierwszym zaskoczeniu, przyszła nuda i rozczarowanie. Pierwsze trzy wpisy, które przeczytałem, no szału nie ma. Co nie znaczy, że są złe, ewidentnie nie jestem ich adresatem. To tyle. Później jednak było lepiej, merytorycznie ciekawiej, ogólnie rzecz biorąc im dalej w las, tym przyjemniej. Pomimo tego, że moje życie jest zgoła inne niż to, które opisują Nikodem i Klaudia, to dzięki ich staraniom, mogę wiele się nauczyć. Poznać świat, o którym nie miałem pojęcia, no dobra miałem, ale to były bardziej mity i legendy.

Nie łatwe życie, niełatwy temat bloga, ale podany w jasny i przyjazny sposób, językowy przynajmniej. Bo od strony technicznej jest kilka mankamentów, które nie są jakoś dramatycznie uciążliwe, ale powodują pewien dyskomfort w odbiorze. Bloga przeglądałem głównie na telefonie, bo ten mam zawsze pod ręką. Od samego początku drażniła mnie nawigacja strony głównej i rozwijanego menu, dużo kategorii do wyboru, a w nich często powtarzające się wpisy. Kolejnym mankamentem, jest brak przycisku poprzedni i następny wpis na końcu każdego z tekstów. Naprawdę mam nadzieję, że autorzy pomyślą o ich wprowadzeniu. Jak już tak narzekam, to muszę wspomnieć o jednej rzeczy, która doprowadzała mnie do szewskiej pasji, chociaż we wstępie tego akapitu twierdził em, że nie było tak dramatycznie. O mały włos nie zniechęciła mnie do czytania bądź co bądź bardzo wartościowego bloga, jedna mała niebieska rzecz. Mówię tu o cholernym, nachalnym wręcz buttonie Facebook, który przy niemal każdej próbie przewinięcia ekranu, właził mi pod kciuka. Zaraza!

Totalnie różne spojrzenia i potrzeby. Krótka opowieść o empatii i życzliwości.

Nie chcę, żeby moja ocena była zapamiętana jako negatywna. Bo Rock Daddy zdecydowanie zasługuje na pozytywną. W głównej mierze dzięki Livii i Maksowi, którym Nikodem oddał życie, a wykorzystując swoje życiowe doświadczenie, które z pewnością nie należy do łatwych, ba, niejednokrotnie jest arcytrudne, obnażył czytelnikom swoją duszę i okazał życzliwość. Wraz z Wydziaraną Macochą, stanowią świetny blogowy duet, jak parowóz i tender. Świetnie się uzupełniają. Wpisy Nikodema, bardziej naukowe, sucho faktowe, połączone z napisanymi pospolitym, łatwym w odbiorze językiem, tekstami Klaudii, dają wiedzę i nadzieję dla ludzi o podobnych doświadczeniach co oni, jak i tym osobom, które chcą rozwijać swoją empatię.

Własne zdanie możesz sobie wyrobić czytając blog Rock Daddy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *